Karl Ove Knausgard, Wiosna, Wyd. Literackie 2017

Wywodzimy się z piękna, odległego, budzącego podziw i lęk, ponieważ nowo narodzone dziecko, które po raz pierwszy otwiera oczy, jest jak gwiazda, jak słońce, ale wiedziemy nasze życie w tym, co małe i głupie, w świecie przypalonych kiełbasek i chyboczących się stołów kempingowych. To piękne, potężne, budzące podziw i lęk, nie opuszcza nas, jest nieustannie obecne we wszystkim, co pozostaje niezmienne: w słońcu i gwiazdach, w ognisku i ciemności, w niebieskim dywanie kwiatowym pod drzewem (s. 224).

Można Knausgardowi zapewne zarzucić skłonność do przesady i cukierkowość opisu, ba, znaleźliby się tacy, którzy porównaliby go do Coelho, ale ja nieustannie jestem pod wrażeniem. Trzeci tom opowieści o ojcostwie wciąż mnie rozczula, choć w inny sposób niż poprzednie. Do opowieści wkrada się bowiem lęk, całkiem realny i burzący obraz ciepłego szwedzkiego domku pośród pól pod błękitnym niebem. Ale obok niego trwa zachwyt nad życiem, takim jakie jest.

Poza tym zdawało mi się, że odczytuję swoje słowa, ale szukałem podobnych po dzienniku i nie znalazłem, więc zapisuję teraz. Z pewnością lato mówi „światło”, zima mówi „powietrze” (s. 211).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s