O tym jak powinien zaczynać się first chapter
Popołudnie, w którym po raz pierwszy przybył do Anglii, było chłodne i wietrzne* – właściwie to na tyle wietrzne, że samolotem rzucało w górę i w dół, i martwił się, że zaraz pobrudzi swój świeżo kupiony – na specjalne okazje – garnitur. Zdążył popatrzeć za okno: niekończące się monotonne uliczki małych domków, wyjątkowo nudny krajobraz. Bohaterka książki zaczynała podróż od białych klifów Dover: łatwiej jak widać było o dobre pierwsze wrażenie w czasach nielotniczych.
Rzucało w górę i w dół, lecz flegmatyczny pilot beznamiętnym głosem oznajmiał things are improving.
O dzwonieniu i chuchaniu
Pół życia szykował się do tej podróży.
O wszystkim już wiedział. Znał na pamięć mapkę londyńskiego metra, cieszył się na spodziewane słowa mind the gap, powtarzali to bez przerwy w kolejnych czytankach u kolejnych nauczycieli. Zawsze ćwiczyli ten najczystszy akcent, taki jak u Edyty, która przygotowywała go do któregoś z egzaminów. W końcu chodził do klasy angielskiej (o, nieszczęsna G.!) a wieczorami słuchał bim bam bom bom sekcji polskiej BBC. Ale wtedy, gdy był przygotowany, aby od pierwszego wejrzenia zakochać się w Anglii, nie przyjechał tutaj.
Wiedeń, Bruksela, miasta Południa – teraz wszystko pociągało go bardziej niż Londyn. Przegapił po prostu ten moment. Stał pod wieżą, której zegar rzeczywiście dźwięczał bim bam bom bom i przypominał sobie M., która chuchaniem w obiektyw wywoływała na zdjęciach słynną angielską mgłę.
O łapczywości (po raz kolejny)
Metro jest tutaj wspanialsze niż w samym Be.: tyle opowieści we wszystkich językach. Radość przyglądania się pobudza łapczywość chwil. To będzie piękny wieczór: znienacka pójdzie na koncert Jana Sebastiana, wypije kieliszek białego wina, położy się w hotelowej wannie a potem będzie długo skakał po osiemdziesięciu kanałach.
O bohaterach
Na obiad podano chipsy. Chipsy miały kolor pałacowego sufitu. Serbski reżyser przestał obściskiwać swoją asystentkę, zabrał głos i oświadczył, że Gawriło Princip (tutaj) to był bohaterem.
(23-24.02.2017)
* Parafraza pierwszego zdania drugiej części „Zimowego królestwa” Philipa Larkina w tłumaczeniu Jacka Dehnela.
