Zaprawdę scena jest przepięknie filmowa. Knajpa w centrum. Ponure popołudnie, grudzień, kiedy słońce wcale nie wychodzi.
Po miesiącach emigracji wewnętrznej, gotów jestem na emigrację zewnętrzną – oświadczył przyjaciołom (zwolnione ujęcie, przebitka na przyszłość, potężny parowiec mija Statuę Wolności). Nie był tego dnia do końca zdrów. Musiał już wcześniej wyglądać dosyć przygnębiająco, skoro pani pod żółtym parasolem chciała zaprosić go do burdelu a mówiła w taki śpiewny sposób jakby była bohaterką „Samych swoich”.
Wszystko było nie tak: Polska, pogoda, katar (16.12.2016).
