Karl Ove Knausgard, Zima, Wydawnictwo Literackie 2016

(Robert Frank, Bez tytułu (Dzieci z zimnymi ogniami w Provincetown, Massachusetts), ok. 1958, źródło: facebook.com)


Sam nie jestem pewien, o co chodzi z Knausgardem. To chyba nie jest wielka literatura, są zapewne książki dużo lepsze, ale w tym wypadku działa to tak jakby autor naciskał we mnie jakiś wewnętrzny guzik, który sprawia, że sam tekst powoduje u mnie rozczulenie i ukołysanie. Właśnie te dwa odczucia, nie zachwyt albo olśnienie, ale wszechogarniające ciepło tekstu. Irracjonalne, prawda? (Owszem byli inni, którzy naciskali, ale chyba tylko Patti Smith udawało się w ten sam, tutaj, ale było to parę lat przed Dzieckiem).

Przytuliłem Cię do piersi, jedną ręką podtrzymując Twoją główkę i kark, drugą resztę ciała, które skuliło się i było tak małe, że moja dłoń przykrywała je niemal w całości. Czułem się tak, jakbym obejmował zwierzątko. Gdy poczułem ciepło bijące od Ciebie i gdy poczułem Twój zapach, tak miły i tak podobny do zapachu Twojego rodzeństwa, gdy byli noworodkami, ogarnęła mnie nieopisana radość, nieporównywalna z niczym innym (s. 184).

Dobrze, że w samolocie jest dosyć ciemno i nikt nie może zobaczyć, że oczy mi się szklą nad Nadrenią Północną – Westfalią. Irracjonalne, prawda?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s