
(Pera Palace, lata 30. XX wieku, źródło: pinterest.com)
1.
Właściciel menażerii tresowanych szczurów, psów i świń prosił o pośrednictwo w poszukiwaniach odpowiedniego klubu nocnego bądź sali widowiskowej. „Artyści nie są w stanie mieszkać w dzisiejszej Rosji – stwierdził smętnie treser szczurów . – Atmosfera nie sprzyja sztuce” (s. 143).
Opowieść o Stambule zostaje zaklasyfikowana jako zawód czytelniczy. Nie rozczarowują jedynie intrygujący tytuł, świetna okładka i zdjęcia oddzielające rozdziały, bo spodziewałem się fantastycznej opowieści o mieście nie do opisania, a otrzymałem nudnawy reportaż, który nie porusza (o zachwycie nie wspomnę).
Więcej, w pewnych momentach zastanawiam się, czy autor nie był stypendystą rządu tureckiego, zwłaszcza wtedy, gdy ludobójstwo myli mu się z wpędzeniami (ludobójstwo Ormian miało wyludnić całe wioski (…), zmuszając do ucieczki milion ludzi, s. 71) lub gdy banalizuje dramat Greków (obustronna czystka etniczna zmieniła się w odmianę nostalgicznej turystyki, w ramach której Grecy odwiedzają swoje dawne rodzinne mieszkania w Perze, s. 130; w tym samym tonie można uznać, że wycieczki z Izraela do Auschwitz są odmianą nostalgicznej turystyki). Kingowi łatwo przychodzi zrzucanie winy na mocarstwa kolonialne i usprawiedliwianie Turków.
2.
Pod pokładem stłoczono prawie osiemset osób (s. 320). Jakbym czytał „Wielki przypływ”. Problem ratowania lub nieratowania ludzi, mimo upływu lat, wygląda podobnie. Nie chodzi więc wcale o to kim są – rumuńskimi Żydami czy uciekinierami z Syrii – dylemat jest niezmienny. Ocalać czy pozwalać, żeby zginęli? Inny jest tylko kierunek ucieczki – z północy na południe, nie z południa na północ. Nawet Turcja jako kraj tranzytowy bez zmiany. Ocalała tylko jedna osoba (s. 323).
3.
Pisze King w epilogu: w nowoczesnej historii Europy dominują dwa tony: narodowy i elegijny. Oba na swój sposób są zmyślone. Historia narodowa wymaga, byśmy z nieogarnionego bogactwa ludzkiego doświadczenia (…) wyłuskiwali jedynie doświadczenia narodowe – owe rzadkie momenty, gdy ludzie wywieszają flagę bądź przeinaczają pamięć o zbiorowej przeszłości – jako najbardziej godne naszej uwagi (s. 370). Jak do tego się ma jego „O północy w Pera Palace”?
Na kontinuum między książką historyczną opisującą i interpretującą fakty, opatrzoną przypisami i poprzedzoną krytyką źródeł a reportażem, w którym liczy się ludzka opowieść, może ubarwiona i nie do końca prawdziwa, ale szczera, tom o Stambule znajduje się gdzieś pośrodku – nie ma w sobie ani powabu reporterskiej opowieści ani powagi dzieła historyka – w próżni.
O tym, że można o mieście pisać inaczej, można dowiedzieć się tutaj. Książka Piotra Szaroty jest pod tym względem wzorcowa.
