Dziennik. Poczekalnia i okolice

WŚC. Najpierw rejestracja, czyli pierwsze rozczarowania. Chciałabym na inny termin. Proszę, jest jedenasta, dwudziestego siódmego lutego. Konwojenci z karabinami przyprowadzili więźnia do lekarza. Zawsze to jakaś odmiana w kolejce, tyle że zajmują w poczekalni więcej miejsca a rozmowa w kajdankach jakoś się nie klei. Cieszę się, że dzisiaj na piętrze. Tu prawie bijatyka. Pan, z wyglądu urzędnik, wychodzi i nie wraca. Pierwszeństwo ma mieć kobieta w ciąży, pogryziona z ostrego dyżuru czy chłopiec spod miasta? Dziś nie licytujemy się gatunkami sprawców tylko zwracamy uwagę na cechy ofiary. Czemu tyle kart? – wzdycha lekarka, ale jako jedyna usiłuje badać.

Ten kundel to musiał być pies od reportażu (16.08.2016).

 

Dodaj komentarz