O historii i niezdrowych popędach Polaków

 

(Kadr z filmu „Śmierć prezydenta” (1977) w reż. Jerzego Kawalerowicza, Filmoteka Narodowa, źródło: zwierciadlo.pl)

 

A może jest w nas, w Nadwiślanach, jakiś wrodzony popęd ku autodestrukcji, ku temu, co rozsadziło republikę sobiepanów pod koniec XVIII wieku? Kultura rokoszu i konfederacji, braku szacunku dla majestatu i dla prawa, wojen kokoszych? Tylko on mógłby wyjaśnić to, że Polacy co jakiś czas tracą swoje państwo, bezustannie powtarzając o państwa miłowaniu.

Chociaż Norwid pisał o tym, że żaden król polski nie stał na szafocie, to raz, jedyny raz, właśnie szesnastego grudnia, ktoś się zamachnął na życie Pana Prezydenta. Ten język pogardy dla innych, język zawiści, wyzwalający w tym narodzie najniższe instynkty, to on był winien i on jest winien. Pisał Tomasz Nocznicki w 1923 roku:

Jesteśmy często świadkami, bardzo często powtarza się ten argument w prasie prawicowej, że Konstytucja jest rzeczą świętą, że Konstytucja jest matką prawa polskiego i że Konstytucję należy szanować. Jestem razem z Panami akurat tego samego zdania, nigdy nie pozwoliłbym myśleć sobie czego innego. Uważam, że Konstytucję szanować należy, bo jeżeli będziemy ją łamali, jeżeli ją przewrócimy, to wkroczymy na drogę anarchii, na drogę nieporządku, gwałtów, które się bardzo źle skończyć mogą. Ale, proszę Obywateli Szanownych, właśnie tu, z prawej strony Izby, gdzie żeście Panowie byli 11 grudnia, kiedy nie uznaliście Konstytucji i kiedy święciliście nieobecnością w czasie zaprzysiężenia pierwszego Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? To był, proszę Panów, wyłom w prawie polskim, to było usuwanie kamienia węgielnego z fundamentu polskiej Konstytucji, polskiego prawa.

A jego słowa dziwnie pasują do szesnastego grudnia dzisiaj. I znów z prawej strony Izby narasta ten pęd ku niszczeniu i poniewieraniu, ta mowa obślizgła, która prostym ludziom miesza w głowach, która szczuje jednych na drugich, gorszy sort, gestapo, zdrajcy. Mówią to ludzie, o których wówczas Tuwim pisał: krzyż mieliście na piersiach. Nic nas nie uczy historia a dzisiejsi historycy pisać ją chcą na nowo, z prawej strony.

Bo co innego jest – jak autor bloga – nie lubić jednej czy drugiej władzy, a co innego patrzeć jak ktoś – kłamiąc w żywe oczy – dokonuje zamachu na Konstytucję, na której wierność ślubowałeś. W tej kulturze rokoszu, traktowania państwa jak łupu wojennego, Trybunał stanowił wieżę z kości słoniowej. On jeden ponad (pomysł narzucony powojennym Niemcom, by powstrzymać chwiejną demokrację przed ponownym popadnięciem w autorytaryzm albo totalitaryzm). Można się było z jego orzecznictwem nie zgadzać, ale on powstrzymywał nas przed nami samymi.

W polskiej historii, której nie chcemy się uczyć, raz po raz zdarzają się takie momenty, którym przypatrują się potem kolejne pokolenia, rozważając, co by było gdyby. Gdy ów pęd do samozagłady przewyższa wszystkie inne pragnienia i w tym jednym momencie kieruje zbiorowym losem. Oto Siciński, poseł z Upity, mówi Ja nie pozwalam!. Oto Książę Radziwiłł zasiada do stołu w Kiejdanach. Oto Niewiadomski, artysta malarz, celuje w galerii do Pana Prezydenta. 

Oto.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s