Dziennik. Święto przodków

 

(Paul Gauguin, Życie i śmierć, 1889, Muzeum Mahmoud Khalil, Kair, źródło: tumblr.com)

 

1.

Na Chłodnej chłodno. Wieżowce sięgają za mgłę. Słońce jeszcze blade. Izraelska młodzież naciąga czapki uszatki. Ach, ta niewypita w hotelu wódka, ach, te wędrówki do krainy przodków.

2.

To było moje ulubione święto. Uważny Czytelnik, Czytelniczka spostrzeże, że któreś z kolei święto określam jako ulubione. Ale tak: fascynowałem się tłustą łuną nad cmentarzem w R. a działo się to wtedy, kiedy jeszcze mogłem mieć do tego cmentarza stosunek obojętny. Łuna wisiała nad drzewami i nigdy później, po dzieciństwie, nie było już takiej łuny (zmiany technologiczne, bo tamte tłuste znicze robiła samemu babcia, co było równie zwyczajne jak robienie galarety albo szarlotki) ani takich drzew (łyse cmentarze są stokroć bardziej smutne). A cmentarze po drodze? Rozbłyskujące nagle gdzieś na horyzoncie, całe w ogniu? Zasiadaliśmy do wieczornej „Panoramy”, a tam Albinioni i Krystyna Czubówna, a jeszcze wcześniej Zdzisława Guca, odczytujące, kto umarł tego roku. Wycinałem te czarne obwódki z gazety i chowałem, żeby zapamiętać (dziwnie to podobne do wypisów z nekrologów).

W tym święcie uwielbiałem jego estetykę: te płonące pola, tego Albinioniego, szepty, cienie, monotonny głos czytający wypominki, jesienne drzewa, bałem się tylko jego treści.

3.

W kulturze rozdrapywania, w tych zniczach na godziny, samochodach pędzących zabójczo z północy na południe albo wschodu na zachód, pozostał sam obrzęd, to, co mi się tak bardzo zawsze podobało.

Pewnego roku wyrosłem z tego święta, odkrywając, że chodzi w nim o coś zupełnie innego, wcale nie o estetykę, ale o obcowanie, bo w końcu to Świętych Obcowanie, Święto Obcowania z żywymi i umarłymi, które zastąpiliśmy polerowaniem płyt. Takie mechaniczne czynności pozwalają się nie bać, spokojnie możemy uciec – jak ja – od treści.

Podoba mi się teraz skromność domowych chińskich ołtarzy przodków, miejsca, gdzie wszyscy mogą się spotkać. Obcowanie z ludźmi, nie z kamieniami, nauka o nieśmiertelnej duszy, o obecności.

4.

Kiedy przytachałem z hali do domu dynię, A. zdziwiła się niepomiernie. 

5.

Basia, Basia! – kucający mężczyzna z reklamówką biedronki woła wiewiórkę, chyżo przebiegającą po kwaterach, niebaczącą, jaka to wojna: pierwsza, bolszewicka, druga. A może to było kilka wiewiórek? 

6.

Ci przy Kuklińskim są poważni, mają srogie miny i różańce owinięte wokół zaciśniętych dłoni. Patrzą z pogardą na tych przy Kuroniu, wyluzowanych i z dziećmi, słychać szepty. Prawica rzadziej się uśmiecha, pewnie przez to myślenie o Polsce, ziemię i groby.

7.

Rano czytasz „Kaczkę dziwaczkę”, w południe zapalasz lampkę na grobie Brzechwy.

8.

To chyba najdziwniejszy pierwszy listopada. Spacerujemy po żółtych parkach, jemy ziemniaki z piklami na Krakowskim i bezę u Normana Fostera. Zupełnie inaczej niż zawsze, cały jest o życiu.

9.

Módlmy się za Kosmos i wszystko, co jest poza Kosmosem (jakieś dziecko w modlitwie powszechnej u dominikanów)

(31.10.2015-01.11.2015)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s