Dziennik. O naśladowaniu Marcela

 

 

 

Piekareczki spiesznie ładowały do koszyków długie bułki chleba przeznaczone na jakieś „proszone śniadanie”, a mleczarki wieszały żywo u haczyków bańki mleka. Czy nasycony tęsknotą obraz tych dziewczątek mogłem uważać za bardzo wierny (…) Ulice bowiem, aleje pełne są Bogiń. (M. Proust, Uwięziona, s. 140. 173).

Obserwował deszcz. Najpierw z okna campera, który służył za poczekalnię wulkanizacji. Zrobię panu ciepło – powiedział właściciel, gdzieś koło sto siedemdziesiątej strony, i przyniósł grzejnik. Potem w porannym McDonaldzie, do którego trafił, bo kawa była za darmo, usłyszał w radiu. Pod parasolem zbierali się harcerze w jakimś sekretnym celu: chodzić po puszczy, a może czcić rocznicę czegośtam, co było dawno. A czy uczennice szkoły zakonnej wczoraj, w tartanowych spódnicach, zastanawiał się, czy one też nie zbierały się na jakąś akcję ku czci.

Na hali wszystko się rozpryskiwało. Niebo z jego biurka zalegało teraz pomiędzy straganami. Jakby mniej ludzi, mniej krzyków. Poczuł jedynie dwa kółka, którymi jakaś kobita przejechała mu po bucie. Tylko grzyby jak grzyby po deszczu. Mała rybareczka wypisywała halibuty kredą na tablicy (17.10.2015).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s