Kiedyś – opowiada w windzie niepytany gość (od pewnego czasu ludzie odzywają się do nas sami, komentują, uśmiechają się albo mówią zdrobniale) – ojciec to dziecko widział wieczorem jak z roboty wrócił, a potem się porobiło… szkoda gadać…
Właśnie – włącza się sąsiadka, którą pierwszy raz widzę na oczy – jak tam maleństwo?
Jaki tatuś! – to trzecia, którą kiedyś spotkałem jak biegła z mężem do wypadku, oglądać, nie pomagać.
Szykuję sobie w głowie już przemówienie, komunikat prasowy, ale wysiadają nim zdążę coś odpowiedzieć poza tak, dziękuję albo hm. W końcu muszę przyznać przed sobą, że w tych pięciu minutach sławy, nie do końca chodzi o mnie (26.09.2015).

1 Comment