Kazimierz Nowak, Kochana Maryś! Listy z Afryki, tom 1, Sorus 2014

Herstoria pewnej rowerowej wycieczki 

Listy do żony to specyficzny gatunek literacki. Nie chodzi wcale o ich miłosność. Listy do kochanek, dziewczyn czy pięknych nieznajomych bywają bardziej miłosne. Dawno temu, kiedy zaczynałem szukać na półkach księgarni listów do żon, chciałem odkrywać w nich monogamię. Okazuje się jednak, że nie ma w nich zwykle monogamii w znaczeniu seksualnym, więcej, żony dowiadują się z listów o kochankach, a w skrajnej wersji doradzają np. co zrobić w sytuacji, gdy kochankę zdradziło się z inną kochanką (przypadek Witkacego). Monogamia ma tu inne znaczenie: całkowitego i wyłącznego zaufania drugiej osobie. Miłosność zastępuje troska wyrażająca się w czułości.

Przez ten szczególny rodzaj monogamii, listy do żony to gatunek szczery. W tych papeteriach mężczyźni okazują się być zalęknieni, rozczuleni nad sobą i chimeryczni. Żony przypominają za to żonę Bacha. Dzięki adresatkom autorzy listów mogą spokojnie siedzieć w więzieniu w imię wspólnych ideałów (Kuroń), oddawać się orgiom w Zakopanem (Witkacy) albo szukać natchnienia w ogrodach Palermo (Jarosław; tutaj jest jednak różnica, bo w związku Hani i Jarosława, to on jest bardziej praktyczny, chociaż, z drugiej strony, to jej pieniądze pozwalają mu być kim chce), mogą być kimś, kogo znamy z encyklopedii. Natomiast żony liczą wydatki, załatwiają zamówienia, robią zakupy i dbają o dobre imię męża, co czasem bywa najtrudniejszym zadaniem.

Listy do żony Kazimierza Nowaka, tego, który na rowerze przemierzył Afrykę, czym mnie zachwycił, zbytnio nie odbiegają od prawideł gatunku. Ogólnie rzecz biorąc, Nowak marudzi, żali się i narzeka, Afryka jest zła, Piłsudski jest zły, nigdzie nie dojedzie, bo właściwie nie wie dokąd jedzie, po czym dopytuje Marysię jak sobie radzi (domyślamy się, że nie jest najlepiej) i czy nie udałoby się załatwić dla niego jakichś pieniędzy/klisz/dętek itd. Z następnego listu wynika, że Marysia to załatwia, bo w gruncie rzeczy to jeżdżenie rowerem po Afryce nie byłoby możliwe, gdyby nie jego zaradna żona w wielkopolskiej wsi, którą zostawił, aby szukać sławy.

I wcale nie jest konieczne, aby redaktor tłumaczył się z lapsusów Nowaka i tego, co mówił on o mieszkańcach Afryki. Po wyznaniach Malinowskiego w jego dzienniku odnośnie mieszkańców Trobriandów, należy być wyrozumiałym. Gorzej, że po lekturze listów do żony, Nowak przestaje być kimś nadzwyczajnym. Nadzwyczajna okazuje się być Marysia, która dzielnie znosi, choć jej listów do męża nie znamy, afrykańskie fanaberie ciapowatego męża: 

jest ci ciężko, ledwo co wiążesz koniec z końcem, a mąż – który jest tysiące kilometrów stąd – w każdym liście dobija cię, opowiadając o tym jaki jest nieszczęśliwy i jak mu się nie udało, ale nie może lub nie chce do ciebie wrócić. Za to cię pieści i całuje. Pisemnie. Tak, Marysia miała anielską cierpliwość!

Dodaj komentarz