Joseph Roth, Marsz Radetzkyego, Austeria 2015

 

(R. von Meissl, Leichenzug des Kaisers Franz Joseph aus dem Schönbrunner Schloss (Wyjazd konduktu pogrzebowego cesarza Franciszka Józefa z Schönbrunnu), 1916, źródło: (c) Schloß Schönbrunn Kultur- und Betriebsges.m.b.H.)

 

Słońce stało już wysoko na niebie, światło zalewało obszerne podwórze starostwa i wpadało przez okno izby Jacques’a. Biała, przykrótka firanka wisiała teraz przed szybami niby wesoły, nasłoneczniony fartuszek. Kanarek ćwierkał raźnie i bez przerwy, nagie, wyszorowane deski podłogi błyszczały żółtawo w blasku słońca. Szeroka, srebrna smuga słoneczna padała na dolny koniec łóżka, białe poszwy lśniły jeszcze silniej, jakby niebiańską bielą, a smuga pełzała dalej, zaczynała przechodzić na ścianę (s. 198).

Opis owego sielankowego popołudnia jest tłem dla agonii Jacques’a. Niezauważalnie, podobnie jak w przypadku końca świata dla Miłoszowego dziadka-ogrodnika, śmierć wkrada się w rzeczywistość.

Nie, to nie jest pora na „Marsz Radetzky’ego”, ani pora roku, ani pora życia, chociaż dwudziesty ósmy lipca wydawać by się mógł odpowiednią datą. Miałem ochotę na Rotha od zeszłego roku, kiedy sporo czytałem o Wielkiej Wojnie. Zresztą przy okazji pogrzebów Habsburgów eksperymentowałem z odczuwaniem patosu. Ale to nie ta pora!

Bo Roth opisuje, a czyni to przerażająco przekonująco, fatum, które nadciąga na każdego, niewidocznie ze strony na stronę. Nadciąga na ludzi, ale również nadciąga na państwa. Taki sobie zafundowałem do czytania ponury literacki Totentanz.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s