Dziennik. Opowieści, których nie słuchają Amerykanki

 

Były to Amerykanki par excellence. Inaczej nie dosiadłyby się do jego żony, wtedy kiedy płacił za kawę. Tym sposobem siedzieli przy wspólnym stoliku: oni, czytając gazety (zaczął jak zwykle od noworodków i nekrologów), one trzy w świecie wirtualnym, ani je podejrzeć, ani podsłuchać. Zaczął on, jak tylko żona wyszła do łazienki.

Marzyłem tylko żeby ten koszmar się skończył. Nie, nie jestem majsterkowiczem. Nie interesuje mnie długość wkrętów ani ich fi. Nigdy mnie nie interesowały. Jestem pi…olonym humanistą, którego robią w c..ja za każdym razem, kiedy zjawiam się w autoserwisie i mogą mi tam wcisnąć cokolwiek. Wszystko mi było jedno czy ten regał stoi, czy zaraz wyniosę go na śmietnik. Zupełnie obojętne. I wiecie co? Kiedy po raz trzeci pojechałem do marketu budowlanego po jakieś wiertła czy śrubki, ktoś w jakimś sklepie grał „Marsza tureckiego”. Wtedy, pierwszy raz w życiu pomyślałem sobie, że nienawidzę Mozarta.

Spojrzał. Nawet nie podniosły wzroku znad swoich tabletów. Całkowicie niezainteresowane opowieściami natrętnych lokalsów w kawiarniach. Gdyby ludzie bardziej się słuchali – westchnął – nie trzeba by później pisać nudnych, ekshibicjonistycznych blogów. A może te Amerykanki, rano przy hali, właśnie buszowały po świeżutkich wpisach? (18.07.2015)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s