Dziennik. Cynamon

 

Idziemy wieczorem lekkim Nowym Światem i obserwujemy, że zmieniają się nie tylko miasta i domy, z jednych wyjeżdżamy, do innych nie możemy wrócić, ale także ulice, po których zwykliśmy kiedyś dreptać, a teraz je omijamy, jakby nie istniały, nie mówiąc o kawiarniach, w których kiedyś spędzaliśmy wieczory a dziś szerokim łukiem (nawet na blogu nie wspominałem o wyprzedażach ciast po dwudziestej pierwszej w Nescafe koło przystanku Foksal, gdzie co wieczór naszego wspólnego, pierwszego roku my, czarny las, takie to było zwyczajne, że niezauważenie zniknęło, jakby jeszcze jedna codzienna czynność, która nie była niczym niezwykłym, jak branie tabletek przy przeziębieniu, a o której zapomnieliśmy, gdy tylko przestała być konieczna). Więc tego wieczoru, po raz pierwszy, siedzieliśmy w nowej kawiarni, na antresoli ze szklaną podłogą. Bardzo tu ładnie, powiedziała A., najładniej, dodała pani kawiarka i jedliśmy świeżą szarlotkę, i pachniało w połowie lipca cynamonem. (Dobór lektur przyczyną zaburzeń składni autora bloga).

(15.07.2015)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s