Dziennik o kawie

1. 

To był on. Podpowiedziałem mu, że kura jest płazem w piątej klasie podstawówki. Stał w kolejce za mną i zamawiał kawę. Siedzieliśmy razem ze cztery lata. Ale teraz w Wa., w tym lipcowym blasku, nie znamy się. Czy może należałoby rzucić się na niego z okrzykiem: Piotrek, tyle lat! Dobrze, że cię widzę!? Rozlałbym mu i sobie espresso. A on jest head of cośtam.

Bo – trzeba to zrozumieć – ten blask, ta kawa to jest teraźniejszość, a tamten Lu. to już tylko literatura.

2.

Policzyłem sobie: lejtmotywem mojego bloga okazuje się być spożywanie kawy. Jakby autor należał do zblazowanej burżuazji albo takiejż biurokracji. Jakby za kawiarnianym rytmem, chciał ukrywać siebie. Zmiany w życiu to w końcu też zmiany kawiarni. Uspokajająca pewność naszych rytuałów, bo – w gruncie rzeczy – kawa to przydatna metafora codzienności.

(03.07.2015)

1 Comment

Dodaj komentarz