Jarosław Iwaszkiewicz, Struny ziemi, PIW 2015

Siedzimy ja i niebieski Jarosław z widokiem na fontannę. Pusto.
Duszno jest pić kawę wczesnym popołudniem. Obok przechadzają się wyelegancone skurczybyki z zegarkami, których pozazdrościłby Sławek Nowak. Czasem jakaś matka z wózkiem.

Z poetami to jest tak, że wierszom nie napiszesz recenzji (a ten blog zresztą, choć mówi o recenzjach, służy zapisywaniu wrażeń). Wiersze możesz poczuć albo ich nie poczuć. Był w życiu autora bloga czas Szymborski, był Herbertowy, a potem Miłoszowy, był czas Stachurowy (Edwardiański?) a teraz jest Jarosławowy, dotychczas najgłębszy, bo najbardziej dorosły. Na przykład Herbert był od myślenia heroicznego, takiego, co się trafia w liceum, że wszystko jest ostateczne i tak albo nie. Stachura służył konsolacji, oswojeniu ze zmiennością uczuć. A Jarosław potrafi ująć niepewność i nietrwałość, jednocześnie ufając w piękno i ukryty erotyzm życia. Z tej niepewności, myśli autor bloga, rodzi się wiara w wieczność.

Siedzimy więc, a niebieski Jarosław to tom przekładów. Reguła poczuć – nie poczuć, odnosi się też do nich. Nie czuję. Elektryczne wiewiórki tańcują w nowych sukienkach (z Pabla Nerudy, s. 242). A Szekspir jest wielki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s