Dziennik z podróży na Sardynię (4)

P1290094_400x400

(Widok na Półwysep Sinis z wieży św. Jana)

Hipoteza o pochodzeniu nuragów (po raz drugi) 

W późnej epoce brązu i na początku epoki żelaza nuragi utraciły swoją pierwotną funkcję. Pozostały jednak znakiem tożsamości ówczesnej ludności Sardynii, stąd tworzenie ich modeli, odnajdowanych m.in. na stanowisku Monti Prama (z opisu w muzeum archeologicznym w Cabras).

Kilka epok później, w sobotni poranek kustoszki opowiadają sobie o kotach. Myślą, że nie wiemy, ale my wiemy doskonale.

(28.03.2015, Cabras)

Tajemnica

„Żyje w każdej religii coś, co dla niej jest czymś najbardziej skrytym i bez czego nie byłaby ona w ogóle religią.” (Rudolf Otto)

Mężczyzna w barze nie odpowiada na pytania, odwraca się nad kieliszkiem. To jedna z dwóch osób, które się pojawią. Druga w kościele milcząco wskaże drogę w dół. Na ścianach tańczą rzymscy bogowie, bije święte źródło. Herkules pokonuje lwa i wcale nie jest jasne kim ów zbawiciel.

Ciasnymi uliczkami do starożytności, może do epoki brązu.

(28.03.2015, San Salvatore)

Topografia

Mapa tej okolicy podoba mi się szczególnie. Cypel, który wyciąga się w morze, kolejne warstwy miast, świątyń i cmentarzysk. Mieszkańcy nuragów, urny fenickich dzieci, połamane kolumny Rzymian nad morzem, wieże, które czuwają tak jak pragnęli tego władcy Aragonii. Półwysep Sinis ponad wszelką wątpliwość łączy się z sinistro.

W pobliżu jeszcze Wyspy Złego Wiatru.

(28.03.2015, Tharros)

Oglądanie

Jeśli coś jest kolorowe na zewnątrz, to wcale nie oznacza, że jest równie kolorowe w środku. Dopiero z odpowiedniej perspektywy można dojrzeć całość, co może potwierdzić każdy okulista. Lepiej więc Bosę oglądać spoza Bosy.

Oprócz katedry. Do katedry należy zajrzeć: jest w groszki.

(28.03.2015, Bosa)

Hotel nr 4

Musicie obejrzeć zachód słońca, to punkt obowiązkowy, mówi pani od pensjonatu. A. nigdy jej nie wybaczy afrykańskich lampek, kadzidełka i obrazków z muszelkami nad łóżkiem. Ten zachód słońca, jak tu wyjaśnić, że nie lubimy zachodów (ja jedynie cenię wschody, których nie oglądam). Tak czy owak znajdujemy się na esplanadzie, po paru spokojnych miastach nagle rozpalony tłum.

Czekamy razem z nim, żeby zaszło. Potem oddychamy z ulgą i wreszcie możemy szperać po swojemu.

(28.03.2015, Alghero)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s