(Autor bloga kończy książkę, lądując na innej wyspie).
Planować podboje miast i krain to nie jest bułka z masłem. Nie wstaje się o ósmej rano do pracy, nie bierze się urlopu, żeby jechać na wyspę. O, nie! Planować podboje miast i krain to wymaga koncentracji, elastyczności, negocjacji. Dziś sojusze zawierać z jednymi a drugim obiecywać, jutro pierwszych rozgramiać na polach pod Enną a drugich wyrzynać pod murami Palermo, ciągle czujnie, ciągle w podróży. Czy bezpiecznie żonę zostawić tutaj? A może syn też planuje cios w ojcowiznę? Grafik zajęty od rana do wieczora, notes wypełniony spotkaniami, bitwami, podstępami, szkicami sytuacji (żeby nie zapomnieć odwdzięczyć się Pandulfowi pięknym za nadobne a Roberta zapewnić o swojej przyjaźni).
Uczy tego historia Rogera de Hauteville, który stał się Rogerem Pierwszym, nie mylić z Rogerem Drugim, tym, któremu Chrystus w Monreale oferuje koronę. Czy historia lubi się powtarzać?
Autor książki, który bardzo interesująco z kronik buduje całą tę opowieść, w zakończeniu wydaje się wyciągać zbyt daleko idące wnioski, jeśli idzie o czystki etniczne i ich dobroczynny wpływ na politykę wewnętrzną oraz zagraniczną. Ta historia akurat lubi się, niestety, powtarzać.
(W całej książce okropnie brakuje map. Drzewa genealogicznego, żeby pomieścić w nim wszystkich Hautevillów, też, ale map bardziej, bo ta ze s. 140 niestety nie spełnia jakichkolwiek wymogów).

1 Comment