Autor bloga intensywnie rozmyśla w korku na skrzyżowaniu z Reymonta. Jakiś mężczyzna wbiega między samochody, potem ktoś cofa nie w tym momencie, zapala się czerwone, sto dwadzieścia dwa się wpycha, znów się stoi. Nad skrzyżowaniem wisi Wenus.
Trzeba więc kupić warzywa w lidlu, bo się nie było w hali w sobotę, w samie – chleb (bo w poniedziałki łatwiej trafić), odebrać A., no i pozmywać po śniadaniu (bo rano się wybiegło). Tyle rzeczy i jak tu jeszcze trafić do encyklopedii?
Zielone. Może w gruncie rzeczy w życiu najciekawsza jest taka codzienność? (To dobre pytanie, jeśli chodzi o sens pisania dziennika, więc je tutaj zapisuje na potem.)
(16.03.2015)
