O historii. Wnioski z filmu „Disco Polo”

 

Skoro aż dwoje czytelników (w moim wypadku to spory odsetek!) wyraziło zdziwienie tym, że oglądaliśmy „Disco Polo„, postanowiłem zgrabnie odwrócić kota ogonem. Nawet z kiczowatego filmu, autor bloga potrafi wywieść cenne (sam się do siebie śmieje!) wnioski. Takie piękne wnioski:

Pisałem o sposobie w jaki ów film prezentuje lata dziewięćdziesiąte, że jest nie tyle odwzorowaniem, co wyobrażeniem tego, jak powinny wyglądać. Miara dzisiejszego kiczu została przyłożona do tamtej rzeczywistości. Powstał błyszczący, jaskrawy i dopracowany obraz czegoś, co zaczynało się od wesel, takich jak u Smarzowskiego i kaset na chodniku, i co nie było wcale piękne, a w dzisiejszym rozumieniu nie było kiczem, ale zwykłą tandetą. Niemniej obraz z „Disco Polo”, choć nieprawdziwy, bardziej nam odpowiada. Realistyczny film o tamtych czasach budziłby zawstydzenie albo bardziej zażenowanie.

„Disco Polo” to najprostszy przykład polityki historycznej, którą tworzymy i narzucamy zbiorowej wyobraźni. Obraz przeszłości musi być odpowiednio dostosowany do oczekiwań odbiorcy. To to, co powtarza się od podstawówki: pisał dla pokrzepienia serc. Prawda jest najmniej interesująca, jest pierwszą ofiarą polityki historycznej.

Odbiorca nie lubi barwy szarej: bohaterowie są więc jednoznaczni albo dobrzy, albo źli (co niektórzy nawet argumentują, że ten podział wynika z ewangelicznej zasady: tak albo nie). Jeśli istnieje jakaś grupa należy zapewnić jej jednoznaczność. Żołnierze wyklęci – wszyscy dobrzy, pisarze piszący w czasach socrealizmu – wszyscy źli. Odbiorca nie lubi zastanawiać się nad odcieniami, nie przyjmuje do wiadomości, że ludzie nie są jednoznaczni. Tak albo nie.

Odbiorca ceni gładkość opowieści, przyjemność czytania, słuchania, oglądania. Nadajemy więc tym ludziom z przeszłości nasze własne rozumienie cech, obdarzamy ich wiedzą, którą my mamy, ale oni nie mieli, bo umarli. Nie pozwalamy im zmieniać zdania, dokonywać wyborów, popełniać zbrodni.

Zaskakujące jest to, że o ile odczuwamy silne pragnienie autentyczności, jeśli idzie o rekonstrukcję zdarzeń, kroje mundurów i mapy miejsc (to akurat w „Disco Polo” uwiera), o tyle kategoria autentyczności nie jest brana pod uwagę, gdy mówimy o cechach, zachowaniach i emocjach uczestników tych zdarzeń. W autentycznej scenerii chcielibyśmy widzieć idealnych ludzi.

Powstałe w ten sposób obrazy zaczynają być reprodukowane i w bardzo szybkim tempie zastępują pamięć prawdziwą. Zresztą, w miarę prędko polityka historyczna trafia do podręczników, tworzy i obala miejsca pamięci (wszyscy sowieccy żołnierze – źli). Obraz wytworzony stabilizuje się, staje się jedyną wykładnią. Każdy sprzeciw wobec niego jest społecznie nieakceptowany i ganiony (te pojedyncze głosy, że niektórzy wyklęci to jednak nie za bardzo bohaterowie).

Żeby spuścić z tonu: za kilka lat nikt nie będzie pamiętał jaką szmirą było disco-polo pod koniec zeszłego stulecia. Wszyscy będą myśleli, że to coś takiego jak złota era disco w Stanach. To będzie taka przyjemna pamięć, jak najlepsze o sobie mniemanie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s