Katastrofizm okresu międzywojennego, Fundacja Cieszkowskiego 2014 (2)

 

O nauczkach z historii 

Wprawdzie historia nie jest nauką, więc niczego nie uczy (twierdzi Świętochowski), ale przynajmniej zastanawia nas, wychowanych w czasach fałszywego Fukuyamy i święcie wierzących w triumf ludzkości:

Bo czym jest demokracja? Jest panowaniem liczby, ale nie nad przywilejem tylko, lecz nad wiedzą i rozumem, więc panowaniem materii nad duchem, supremacją karierowiczów-demagogów, wiodących za sobą spodlone agitacją i roznamiętnione masy (…) rewolucje zwalają królów i magnatów jakby po to, aby na ich miejscu usadowić bankierów (…) Czy znaczy to, że pod rządami demokracji, którą rządzi finansjera, wielkie ideały zeszły z widowni? Nie, one istnieją, lecz „zwyciężają tylko w królestwie książek” (ss. 69-72, Zdziechowski cytujący Spenglera).

Albo to: Religia przypuszcza głębsze symboliczne ujmowanie rzeczywistości i polega na ułożeniu stosunku naszego ja do świata transcendentnego, uosobionego w Bogu. Kto zatrzymuje się na powierzchni zjawiskowej i ogranicza się do przeżywania wrażeń, ten nie rozumie rzeczywistości duchowej i życie religijne będzie dlań tylko niezrozumiałą abstrakcją (s. 99, Pastuszka).

Nie mówiąc już o tym: bardzo łatwo zniszczyć w nim [człowieku] idealizm i dyscyplinę wewnętrzną i w krótkim czasie zepchnąć go do poziomu bydlęcia lub bestii, nie dbającej o nic prócz zadowolenia swych potrzeb i zachcianek (s. 212, Znaniecki).

O S.I.W. i E.S.

Jakoś w niedługim czasie po sobie czytałem o Stachurze i o Witkacym. Pewnie nie jestem odkrywczy, ale nad tekstem filozoficznym Witkacego z tego tomu, nachodzi mnie myśl o następujących analogiach. (1) Kompletne niezrozumienie obu przez współczesność, niedocenianie przez krytyków, niezrozumienie jak można się zachwycić; (2) Tworzenie własnego systemu filozoficznego, hermetycznego, ale starającego się uchwycić całość świata (nawet rozmówcy Siedleckiej i autor Buchowski nic z niego nie rozumieją i uważają za objaw chorobowy); (3) Zachwyt pośmiertny, zupełnie wbrew krytyce, która uważa, że to tylko chwilowe, a nie że wyprzedza epokę myślenia i pisania, tylu pisarczyków przecież czeka, żeby zajęć miejsce; (4) dziwność osobowości, skupienie na własnej osobie, przesadne o siebie dbanie, łatwe wykreślanie przyjaciół z kajetu, poczucie wyjątkowości; (5) słowotwórstwo, które mnie zachwyca:

aprenuledelużyzm (s. 244).

O przyszłych lekturach szkolnych

Dopiero teraz, po latach ignorancji, czytam fragment „Niemytych dusz” i uważam, że to powinna być lektura szkolna jako szczepionka przed polską megalomanią, która występuje od katolickich publicystów po byłych ministrów spraw zagranicznych. Witkacy trafia w samo sedno Polski:

Znudzone naszą ohydą państwa ościenne odebrały nam swobodę dalszego gnicia we własnym śmierdzącym sosie (o demokracji szlacheckiej, s. 242).

Takie ilości ludzi zostawały szlachtą za byle co, głównie za podlizywanie się i służalstwo wobec możnych. Do tego dołączała się kwestia kolonizowania szlachtą kresów wschodnich, tej stale otwartej rany państwa polskiego. Też nie była ta kresowość instytucją zbyt moralną, bo stwarzała ze szlachty ciemięzców (…), a z chłopów ujarzmionych tubylców kolonialnych (á propos reprywatyzacji, mitu polskich dworków i Ukrainy, s. 246).

Pozory są ważniejsze niż rzeczywistość, wobec dalekich perspektyw użycie i pozorna twórczość jest istotniejsza niż spełnianie trudnych czasem i niewdzięcznych zadań na daleki dystans, z myślą o drugich współczesnych i dalszych pokoleniach („katechizm Polaków”, s. 250).

Jako jedyny ratunek przeciw nie spełnionym ambicjom musieli widzieć w sztucznym napuszaniu się do nie osiągniętej realnie wielkości: pić, bić się i puszyć do ostatecznych granic możliwości – to był jedyny ratunek na nieprzyjemny podświadomy podkład poczucia własnej małości (o Polakach, s. 251).

O tym, że powyższe powinno być lekturą…

…świadczy następny fragment z książki, w którym Jerzy Braun przekonuje, że Polska ma jakieś wyjątkowe posłannictwo historyczne a ważnym zagadnieniem jest zagadnienie imperium środkowoeuropejskiego pod przewodnictwem Polski, którego stworzenie jest warunkiem nieodzownym naszego ostania się wobec najazdu idei i potęg obcych (s. 260). Biorąc pod uwagę, że dzieje tego imperium kończą się w Zaleszczykach, musimy przyznać rację Witkacemu.

(A czytając Wasilewskiego z zaskoczeniem konstatujemy, że umysł prawdziwie narodowy, w wersji prawicowej, nie ulega przez lata ewolucji. Idea jego jest prymitywna, ogląd sytuacji ograniczony. Wszystko jedno Wasilewski czy Braun, Grzegorz, tfu!, tym razem).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s