(Ciekawe, co myślą ludzie w autobusie, gdy podglądają okładkę i widzą tytuł „Udręka życia”. Pewnie potem spoglądają na czytającego, usiłując się domyśleć, co też go spotkało. A on po prostu do urzędu jedzie.)
Najłagodniej oceniały wykroczenia te osoby, u których aktywizowano myśli o śmierci i które dostały do zjedzenia smaczne toffi (s. 132). (Czy ktoś jeszcze chce zapytać o sernik?)
Książka profesora Łukaszewskiego ma w sobie coś fascynującego, bo nie chodzi w niej tylko o śmierć. Mamy całe tomy wyjaśnień wydarzeń historycznych, popełnianego zła i czynionego dobra, ale gdy się czyta – na kolejnych stronach – rezultaty badań psychologów (wielu można by użyć jako ciekawostek dla celów small talku: A wie pan czemu się nie lubi karmienia piersią w miejscach publicznych?), to nagle oświecenie, że to tak zwierzęco proste, to nasze zachowanie. Co robimy, oprócz wcinania toffi, gdy boimy się bardzo?
Dosyć przerażające, że można założyć, z dużym prawdopodobieństwem, co.
