O tym, co tkwi w urzędzie

Wczorajsze przemówienie papieża dotyczące chorób dręczących Kurię Rzymską i Kościół jako całość było na tyle wstrząsające1, że na forach polskich prawdziwych katolików zawrzało. Tak łajać jak – nie daj Boże – jakiś, tfu, antyklerykał? Franciszek u Polaków podpadł zresztą już wcześniej. Bo w naszym Kościółku dobrze wiemy, że geje i rozwodnicy idą prosto do piekła, podczas gdy my, prawdziwi, po odmówieniu odpowiedniej liczby modlitw, wznosimy się wprost do nieba, czwórkami. I nie będzie jakiś papież nam tu mącił, bo papieża już mieliśmy (a rok dwa tysiące piąty to koniec, wybacz Fukuyamo, historii Kościoła).

No właśnie, czy to nie nas dotyczy owa pierwsza choroba: kompleks wybranych? A może – staliśmy się – niewolnikami bożków wyrzeźbionych przez nasze własne ręce? Nie mówiąc już o najbardziej powszechnej chorobie polskich smutnokatolików, czyli braku poczucia humoru.

Ale papieskie przemówienie to nie tylko podstawa do ogólnokościelnego rachunku sumienia (teraz wyobrażam sobie, bo mam bujną wyobraźnię, że polscy biskupi na pasterkach wyznają swoje przewinienia, tak jak zrobił to Franciszek na spotkaniu z watykańskimi pracownikami), ale też doskonała analiza innych schorowanych instytucji.

Bo czytam punkt po punkcie i nagle widzę, eureka!, że ktoś doskonale przejrzał, co dręczy mój urząd. Zamiast religii wstaw państwo, rację stanu lub interes publiczny i rozsyłaj do zastanowienia się wszelkiej maści dyrektorom oraz innym ludziom małym, nieszczęśliwym i zainspirowanym tylko przez własny fatalny egoizm.

______

1 Obszerne fragmenty po polsku tutaj.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s