Dziennik. Przesyłka

Ten nieznajomy numer mógł oznaczać tylko jedno. Telefon dzwonił akurat w autobusie, więc nie mogłem się wykłócać lub błagać. Ultimatum brzmiało jasno: będzie pan między trzynastą a czternastą i szybko to załatwimy. Pojechałem więc w autobusie pełnym staruszków pachnących złością.

Z Mikołajami, przebranymi za kurierów, przecież się nie negocjuje.

1 Comment

Dodaj komentarz