Dz.U. Pictures presents „Mój kuzyn Zoran”

(źródło: stopklatka.pl)

Jest taki gatunek w środkowoeuropejskim kinie: kino prowincjonalne lub lepiej kino powiatowe. Dzieje się gdzieś na pograniczu kultur, religii i narodów. Beskid Niski, Podlasie, Morawy. Okazuje się, że do Europy Środkowej należy też włoskie Friuli, przynajmniej kręcą tam filmy utrzymane w tej samej konwencji. Wszyscy łażą, piją wino i czekają na jakąś bliżej nieokreśloną zmianę. Konwencja kina powiatowego wymaga by w tej uporządkowanej okolicy zjawił się ktoś lub coś, jakieś zaburzenie ospałego porządku. Nazwijmy go Zoran (na zdjęciu; A. protestuje przeciw umieszczaniu zdjęć z tego filmu).

„Mój kuzyn Zoran” to opowieść o obleśnym ch…u (przy czym o ile pierwsze określenie jest autorstwa A., o tyle drugie pada w filmie). Dawno nie spotkałem w kinie tak budzącego negatywne emocje bohatera, zawsze było coś jeszcze. Tutaj odstręcza wszystko: od najdrobniejszych gestów po tłuste włosy. Słusznie więc oczekuje się, że zostanie ukarany, szlag go powinien trafić. Nawet jest taka scena, ale nie, nie jest ostatnia.

(Spojler) Bardzo źle, że nie ma morału. Happy end nie pasuje tutaj zupełnie, czyniąc nudną narrację, bez porywającej gry aktorskiej i bez ładnych zdjęć, jeszcze bardziej nieznośną. Pan obleśny okazuje się być milusim człowieczkiem a film zgarnia nagrody.

Jedyny plus całych dwóch godzin w kinie to posłuchanie włoskiego zupełnie innego od włoskiego z Wyspy, tudzież słoweńskiego, który jest moim językiem dzieciństwa.

Słowa klucze: Ojcze nasz, królik, porcelanowy pies

(1,0/1,5)

2 Comments

Dodaj komentarz