Ubzdurałem sobie, że napiszę coś wartego czytania. Oczywiście nie wychodzę poza bloga. Urywane fragmenty prozy. Malinowski, jak czytam u Gumowskiej, uciekał od rzeczywistości w czytanie powieści. Przeskakiwał z jednego fikcyjnego świata do drugiego, nic sobie nie robiąc z tego, co poza. Też tak mam, tyle że nie czytam powieści, już prędzej reportaże, albo oglądam filmy.
Poranek jest rześki, słońce gotowe na przymrozki. Idę Jana Pawła i podziwiam wszechświat. Kino „Femina”: szkoda. Widziałem już kina, z którymi wiele mnie łączyło, wyburzane pod apartamenty1 albo zamieniane na siłownię2. Z kinem „Femina” łączyło mnie niewiele, jakieś kilkadziesiąt filmów, czasem oglądanych we dwoje, czasem we trzy lub cztery osoby. Żadna miłość. Nie należy wierzyć utopistom: ludzie nie chodzą do kina, ludzie chodzą do supermarketu. Nie uciekają do fikcyjnych światów, żyją w promocji.
Jeśli chodzi o fikcyjne światy – wchodzę po schodach na plac Zamkowy – wyobraźcie sobie dom emerytowanego urzędnika (fikcja wymyślona wczoraj z M.) Na parterze hala maszyn, gdzie staruszkowie i staruszki sprawnie stukają po klawiaturach, obok magazyn papieru dostarczający świeżych ryz i kalk. Wszędzie ekspresy do bezkofeinowej (w końcu dom emerytowanego z nadciśnieniem) kawy, wszyscy w papuciach, piżamach i z filiżaneczkami, idą do swoich maszyn, zbliża się dziewiąta.
Zbliża się dziewiąta, przechodzę z kawą w papierowym kubku do rzeczywistości, to znaczy do urzędu.
______
