Tomáš Halík, Chcę, abyś był, Znak 2014

Książką, która pochwyciłem w piątek, zachwyciwszy się nią natychmiast, była „Chcę, abyś był” Tomáša Halíka. W odróżnieniu od drętwego i nienoszącego w sobie żadnej treści listu episkopatu, jest ona ożywczym zdrojem, świadectwem tego, że ktoś jeszcze uprawia teologię praktyczną (taką, która dotyka ludzkich dramatów i dylematów), że martwota i zaduch panujące wśród polskich świętych głazów nie są zjawiskiem powszechnym w Kościele. Z „Chcę, abyś był” chce się pić.

W dodatku pisana jest pięknym językiem, takim wyciszonym i zachęcającym do lektury. Rzadkie zjawisko, że wciąga cię książka poprzez słowa. Dla mnie są w niej dwie fundamentalne myśli (oprócz wielu innych ważnych rzeczy, które pozostawiam dla siebie):

Po pierwsze, zamazuje ona stary rozdział między wierzącymi a ateistami (co zresztą Halík próbował czynić już w poprzednich książkach), wskazując, że podstawowy podział jest między tymi, którzy mogą powiedzieć tytułowe Chcę, abyś był (bo wiara nie jest pewnością, czymś oczywistym i stałym) oraz tymi, którzy powtarzają Chcę, aby Ciebie nie było. Pokazuje równocześnie jak wiele mogą dać dla rozumienia chrześcijaństwa filozofowie, będący zawziętymi krytykami pewnej jego historycznej formy (zresztą forma ta nad Wisłą wcale nie jest historyczna). Halík nie boi się rozumu w myśleniu o Bogu (choć oczywiście łatwiej i arcykatolikom, i antyreligijnym krzykaczom traktować religię jako opium ludu). Największe zagrożenie upatruje w apateizmie, zupełnej obojętności na sprawy duchowe, na wszystko, co sięga poza konsumpcję.

Druga sprawa to rozróżnienie religijnych wersji zakochania i miłości. Zakochanie to uczucie, to wielkie emocje, chwała Panu, ten cały niepojęty dla mnie świat pobożności, gdzie Bóg daje prezenty w zamian za odpowiednio wymawiane dziesiątki. Zakochanie nie przechodzi próby: kochający i kochany wydają się jakby byli z bajki. Miłość to co innego. Miłość to czasem ciemna noc, kiedy Boga nie ma, a chcesz, aby był. Miłość to sięganie w głębiny, to bojaźń, która nie jest chorobliwą trwogą przed płonącym czyśćcem, ale przed niezrozumiałą tajemnicą. Miłość to piękno religii.

To – wydaje mi się, bo Halík nie dotyka kościelnej polityki – problem polskiego Kościoła. Tu wszystko było ostatnio za łatwe, tak łatwe, że oduczyło nas miłości.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s