Dziennik w okrutnych czasach

 

Wychodzę. Śniady chłopiec gra Besame mucho na akordeonie. Zbiera pieniądze do różowego kubeczka. Nie mam drobnych. Na szczęście są obok Hindusi, Chińczycy, Rosjanie. Naprzeciw dwie dziewczynki jak z Carla Larssona, matka przywozi je na rowerze, obie niechętnie: jedna na skrzypeczkach, druga na srebrnym flecie. Dalej omijam tego, co wciąż, którąś godzinę z rzędu, wciska te same klawisze yamahy: skaranie tych, co okna mają na Krakowskie. Znowu ten sam dziedziniec, ta sama fontanna. Znowu bezkofeinową latte, proszę (żeby coś zmienić raz proszę bezkofeinową, a raz tę na chudym). Internet, facebook, obojętność.

Biały pociąg z martwymi w zapieczętowanych chłodniach wyrusza ze stacji T.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s