Michael Moran, Kraj z Księżyca. Podróże do serca Polski, Czarne 2010

Mam przed sobą reportaż o Polsce. Kupiłem go, żeby sobie opowiedzieć o latach dziewięćdziesiątych. Ale nie będzie o latach dziewięćdziesiątych, będzie znowu o teorii reportażu.

Autor (jak mówi okładka) jest członkiem Royal Geographical Society i niestrudzonym podróżnikiem. Przyjechał do egzotycznej Polski w 1992 r. i pisze o tym reportaż. Przypomnijmy dogmat: FAKTY SĄ ŚWIĘTE1, choć jest jeszcze kwestia odczytania faktów. Reportaż ma być o kraju egzotycznym, więc autor robi wszystko, aby tę dziwność antypodów (Moran jest Australijczykiem) uwydatnić. Jeśli jakieś fakty nie pasują do story, tym gorzej dla faktów. Ma być ciekawie, atrakcyjnie, bo w końcu opowiada o kraju nieznanym, pociągającym i „z Księżyca”, więc środków artystycznych może być sporo, dla efektu. Fakty faktami, ale liczą się EFEKTY. Nigdy bym nie napisał, że poniższe zdania to kłamstwa, to po prostu środki zaciekawiające czytelnika i pozwalające ocenić reportaż jako dobry. Tylko, że tym razem to my jesteśmy dworzanami Hajle Selasje. (Zresztą to samo odczucie miałem przy reportażu pewnego Jankesa z Chin2).

Podawany z różowym, lekko perfumowanym i galaretowatym napojem z ziemniaków, zwanym kisielem (s. 26)

Niektórzy młodzi Polacy sądzą, że Chopin to gatunek wódki, asteroida lub port lotniczy (s. 35)

Ośrodek to centrum konferencyjne z częścią mieszkalną. Ośrodki były szczególnie popularne w czasach komunistycznych, stwarzały bowiem okazje do wódczanych przyjęć, ogólnego rozprzężenia i przypadkowych romansów ubarwionych symbolicznym czynnikiem ideologicznym (s. 75)

W tamtych czasach nie było jeszcze wiat na przystankach (s. 77)

[W Wa.] ostatni żydowscy szewcy i krawcy szyjący na miarę z angielskiego sukna i wiedeńskiej skóry wciąż oferują swe usługi przy tych miłych uliczkach i w ukrytych podwórkach (s. 135)

Jak w wielu polskich miastach tamtejsza [Lu.] starówka otoczona jest gąszczem socjalistycznych betonowych bloków (s. 298)

Dwaj bezzębni chłopi wdali się ze mną w rozmowę i aż podskoczyli ze zdumienia, kiedy powiedziałem, że jestem z Australii (s. 304)

Współcześnie Polacy rozochoceni wódką i ogarnięci heroiczną nostalgią wciąż krzyczą „Na Berdyczów!”, tupiąc przy tym głośno i waląc pięściami w stół (s. 317)

Setki Polaków siało ziarno na polach (s. 321)

Tym, co odróżnia dobry reportaż od złego nie jest wierność faktom, ale umiejętność tworzenia efektów. Reportaże Hugo-Badera są świetne, bo doskonale operuje środkami literackimi, opowieść Morana jest nędzna, bo używa grafomańskich efektów.

Na koniec zdanie, które – w kontekście ostatnich tygodni – rozbawiło mnie najbardziej: Radosław Sikorski, jeden z najinteligentniejszych i najelegantszych członków rządu (s. 431).

______

1 O świętości faktów i tym podobnych tezach dotyczących reportażu pisałem tutaj.
2 O książce Hesslera pisałem tutaj.

2 Comments

Dodaj komentarz