O notatkach z podróży

 

Dobrze wiem, że notatki z Wyspy są niewiele warte.

Nie są przewodnikami, które mówią, co należy zobaczyć, na podstawie których setka turystów zatrzymuje się przy właśnie tym, a nie innym posągu, omijając dziesięć pozostałych. Opisem z pewnością da się wywołać ciekawość, ale ciekawi mnie, czy da się wywołać zachwyt? Czy każdy dozna szczerego zadziwienia i oczarowania, widząc na fragmencie greckiej wazy nogę postawioną w taki właśnie sposób, który zachwyca autora przewodnika? Czy wrażenia są przechodnie, są zaraźliwe? Autorzy przewodników posiadają władzę podobną wszystkim twórcom elementarzy, wyborów i antologii: to oni za nas decydują, co ma wartość, a co wartości nie ma. Ich władza rozciąga się nawet na widoki i poszczególne ujęcia. Może właśnie przeciwko temu dyktatowi protestuję, fotografując nieopisane nigdzie fragmenty miejsc, wchodząc w nieznane autorom uliczki i zachwycając się czymś innym. Nie chcę przy tym powiedzieć, że gardzę przewodnikami. O, nie! To przecież dzięki nim oddzielam miejsce wspólne (to, które wzbudzać powinno zachwyt powszechny) od własnego (którym zachwycam się wyłącznie ja, położone w obszarze publicznego niezachwytu).

Nie są też esejami. Pisanie esejów wymaga poznania. A przecież dobrze wiem, że nie poznaję, że jestem tylko turystą, takim, co zbiera wrażenia, odczuwa, podsłuchuje, obserwuje, ale wieczorem albo za kilka dni odjedzie i nigdy nie wróci. Łatwiej jest opisywać starożytne ruiny, będąc pewnym ich niezmienności. Prościej jest szukać odniesień w kamieniach i mitach niż w ludziach, których nie zdążę poznać (czego i tak czasem żałuję wyjeżdżając). Dlatego miasta, które opisuję, są zwykle miastami bezludnymi. Relacja turysta – mieszkaniec jest relacją wzajemnej obojętności. Obojętni mi są turyści, których wciąż mijam, idąc na przystanek na Skwerze Hoovera. Oni natomiast zainteresowaliby się mną, gdybym przestał być zwykłym mieszkańcem, a stał się mieszkańcem-atrakcją. Mieszkańcy-atrakcje pozują nieświadomie w atrakcyjnych ujęciach (półnagi mężczyzna w oknie zrujnowanej kamienicy, dziecko na rowerze jadące po opustoszałym placu) lub wydają się turystom być autentyczni (rybacy w porcie grający w karty). Turystyka jest, wbrew temu, co się nieraz uważa, formą sprzedaży specyficznych usług: wrażeń, zachwytów. 

Są podobne do fotografii, te notatki podróżne. Ich zapis jest intensywny, bo intensywność jest najbardziej pociągającą cechą Wyspy, najbardziej trafnym słowem, jakim staram się ją określić. Mają zresztą za zadanie utrwalać nie tyle samo miejsce, Wyspę, co mnie, moje wrażenia. Przeżyć, zatrzymać ten fragment czasu. Jestem więc w nich ja w postaci tekstowej, bezpieczny, gdzieś na dalekim serwerze. Nie może mi teraz zaszkodzić ani odjazd z Wyspy ani własna nienieśmiertelność. Zachowałem swoją podróż.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s