W dzieciństwie bardzo lubiłam atlasy. I jak przystało na ich wielbicielkę, oczywiście nigdy nie byłam za granicą. Nie mogłam się nadziwić, że dziewczynka z mojej klasy urodziła się – tak miała napisane w legitymacji – w Helsinkach. H-e-l-s-i-n-k-i – te osiem liter było kluczem do innego świata (…) wciąż nie mogę pojąć, że ktoś rzeczywiście mógł tam być albo wręcz przyjść na świat (s. 7)
Miałem z autorką książki ten sam ulubiony, enerdowski atlas. Parę innych rzeczy też miałem wspólnych (ten cytat powyżej?). Zachwyt nad jej własnym atlasem mnie nie opuszcza, nawet nie o mapy chodzi (o mapy chodziło, gdy go pierwszy raz zobaczyłem po niemiecku jeszcze i już chciałem kupić), ale tekst. W paru zdaniach ująć sedno: sztuka, której wciąż się muszę uczyć.

3 Comments