Tak, to stanowczo lektura dla młodych historyków, tych, którzy świat chcą widzieć tak albo nie. Wyjaśnia na ulicach Bejrutu, że bohaterstwo nie jest jakąś cechą zbiorową, ba, że ten sam człowiek może być i bohaterem, i zdrajcą, i skończonym skur…ynem, i wybawicielem. Nawet nasze najprostsze schematy: chrześcijanie – dobrzy, muzułmanie – źli załamują się w zetknięciu z rzeczywistością. Nawet zdanie przyszło-wiele-Madonn-do-Szatili-i-zabiło-wiele-dzieci nie było bezmyślnie powtarzane. Odnosiło się do masakry w Szabrze i Szatili, do falangistów, którzy z obrazkiem Matki Boskiej na kolbie powtórzyli rzeź Heroda (s. 538).
Problem w tym, że młodzi historycy nie rozumieją (ach, ta śmierć humanistyki!), że pewne zjawiska nie są wyjątkowe, są zupełnie powtarzalne. Im nagle objawia się Polska i czują, że tu jest wyjątkowo, bo jak walczą nasi to czynią to rycersko (i nie ma żadnych gwałtów, żadnych grabieży, żadnej niesprawiedliwości). Zresztą zamiast udowodnić postawioną tezę, zamieniają ją potem w patos i pomniki. A z pomnikami bohaterów walczyć już nie można.
No i jeszcze jest rekonstrukcja. Dla ludzi urodzonych i żyjących w siedemdziesięcioletnim pokoju, wojna wydaje się fajną zabawą. Przebieramy się w czyste mundury, biegamy z karabinkami i udajemy powstańców. Podobnie zdawało się niektórym z bohaterów „Inszallach”: dopóki nie okazało się, że w bezsensownej rzezi nie ma nic, co czyni ją piękną i patetyczną.
(Niestety młodzi historycy czytają tylko własne książki).
–
Jeśli tliła ci się jeszcze jakakolwiek wiara w ludzkość, to mniej więcej w połowie epilogu tę wiarę raz na zawsze utraciłeś. (I Oriana wie, co pisze, wie, że wojna to nie jest coś zabawnego, że w człowieku wykluwa najbardziej pierwotne instynkty i nikt nie jest bezpieczny. I zawsze, w każdym czasie, więcej będzie nędzników niźli bohaterów.)
–
Nawet wybaczam jej patos i granie na emocjach, tudzież fragmenty tak przemądrzałe, że aż nie do czytania. (Tłumaczce wybaczam, że myli czołgi i transportery opancerzone.)

1 Comment