Dziennik (15/01/14)

Nie chciał się spotykać, niemniej teraz czekał pod luksusowym sklepem, z którego właśnie wyszła para Azjatów z wielkimi bordowymi torbami. Pobiegli truchcikiem w śnieg. Zdołał już wyjąć książkę, za nim się zjawiły, korzystając z arkad ciągnących się aż za szkołę porcelanowych baletnic. Pługi mijały teatr.

Krajobraz, Nowy Jork. Za oknem śnieg, w knajpie dżez, książek rząd, a na tym tle po klawiaturze, na klawiaturze nieznajoma. Na Bielańskiej w gałęziach chwilowa biel. Piwo złe.

Wreszcie, tego wieczoru, melodia pasowała. Wchodził do metra, a jakiś staruszek na akordeonie grał „Cichą noc”. Pierwszy jasny wieczór w tym roku – pomyślał i postanowił wrócić innym autobusem i pójść jeszcze do samu. Nie mylił się, już od przystanku, zima pachniała tam ciasteczkami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s