Gość za oknem pali papierosa. To alpinista – mówi kierownik robót, który bezceremonialnie wchodzi do naszego pokoju – nie może pracować po ciemku.
–
Ma cztery sprawdziany: wszyscy w tramwaju o tym wiemy, bo jej matka opowiada przez telefon. Teraz śpi oparta o prezent, w ręku ściskając kij do hokeja na trawie, jasne włosy zaczepione o szybę.
–
Nie pojmuję kociokwiku sklepów odzieżowych, stosów bengalskich koszul i sukienek rzuconych w przymierzalni. Patrz, jakie ładne spodnie – mówi A. A ja widzę tylko spodnie, nie znajdując żadnych przymiotników. Nic mnie nie łączy z obcymi tkaninami.
–
Na szczęście prawdopodobnie nie doszło do niczego poważnego (cytat z lokalnych wiadomości dobrze podsumowuje mijający dzień).
