Kiedy po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się – na ruinie wszystkiego – i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia.
(Marcel Proust, „W stronę Swanna”)
Czytam o Combray, a na myśl przychodzi mi miasto R. Aż chciałoby się opisać jakie było i co znaczyło, jak pachniało i brzmiało w ostatnich dziesięcioleciach tamtego wieku.
