Książki odbierał na stacji benzynowej przy Powązkach. Wobec tego wstał wcześniej, zrobił na śniadanie omlety i uprasował koszulę. Pięknie dawało słońce, gdy szedł na przystanek. (- Jakie śmieszne noszą okulary! – pomyślał, przyjrzawszy się twardym kościanym oprawkom u uczennic, stojących obok na przejściu). Wysiadł pod murem cmentarza. Przebiegł trawnik dzielący go od skrytek na paczki z księgarni wysyłkowej. Po drodze udało mu się jeszcze trafić pod drzwi McDo na darmową kawę, którą rozdawała dziewczyna w czerwonym. Paczka była ciężka i nieporęczna. Wcale nie wyglądała, że zawiera tylko pięć wydawnictw, w tym jedno w twardej okładce. W tej księgarni zawsze pakowali dziwnie, wpychając między książki gazety i papier pakowy. Teraz szedł wolniej, zastanawiając się jak będzie czytał trzeci tom „Sławy i chwały”, jednocześnie podtrzymując pudło z nowymi książkami i nie tracąc równowagi, gdy sto osiemdziesiąt skręci w Anielewicza. Na przystanku był właściwie sam, później pojawiła się jakaś dziewczynka z podstawówki i zakonnica, wyciągnął z kurtki telefon i spojrzał na którąś ze stron. ZMARŁ TADEUSZ MAZOWIECKI:(((( – odczytał i poczuł w tym zdaniu jakąś niesprawiedliwość. Zupełnie nie pasowało do tego, co widział, do słonecznego poranka w Wa., smakującego kawą i pachnącego świeżym drukiem.
