Dziennik. Proza w Łodzi

Stanęli na Fabrycznej. Akurat zdążyli się zacząć kłócić, kiedy podszedł do nich chłopiec z czarnym kundelkiem na smyczy. Przysłuchiwał się chwilę, podczas gdy pies mokrym nosem obwąchiwał spodnie A. – Palmiarnia już nieczynna – powiedział – kiedyś była do siedemnastej, teraz do szesnastej. Trudno ustalić komu ze spierających się dostarczył argumentacji, niemniej było już po szesnastej. „Muzeum jest do szesnastej” poganiała ich pani na wystawie jakieś pół godziny wcześniej, usiłując przegonić z trzeciego piętra. Zastanawiali się teraz. Malec kucnął i zaczął bawić się z psem. Słońce, ostatnie słońce, jak wymyślił niedawno, wpadało w żółte gałęzie parku i odbijało się od ceglanych murów Księżego Młyna.

Z któregoś okna zapachniało ciastem drożdżowym. Kojący zapach domu i dzieciństwa. Przestali głośno mówić, zostawili chłopca z psem i ruszyli wzdłuż ceglanego budynku. Chłopiec chwilę patrzył jak znikają w jesieni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s