Musiałem wrócić do Wa., żeby się dowiedzieć, że umarł Heaney. Poeta, na którego wieczorze autorskim udało mi się być. Poeta, którym udało mi się ostatnio – z zapaleniem gardła i temperaturą – na nowo zachwycić. Myślałem dotychczas, że poeci umierają w wieku miłoszowym.
(Na marginesie: mam aplikację z informacjami Gazeta.pl. Aplikacja ta umożliwia mi dowiedzenie się, która gwiazdeczka pokazała d..ę na jakiej gali. Informacja o śmierci Heaneya nie okazała się na tyle istotna. Mamy się karmić guano a nie jakąś literaturą, bo jeszcze – drogie stworzonka – zaczniemy myśleć i przestaniemy konsumować.)
