Muszę odpocząć.
Muszę odpocząć od ciężkiej tematyki. Co gorsza dla rozrywki, po raz kolejny czytam dziennik blisko czterdziestoletniego Adriana Mole’a i pogrążam się w lekturze beznadziejnie, podobnie jak w melancholii.
Ale ad rem. Muszę odpocząć, bo tydzień czytania Greene’a nie był łatwy. Mimo że lektura nie przysparza szczególnych trudności i tłumaczenie jest gładkie, łatwo odczuć, że Greene jest amerykańskim filmowcem. Ma skłonności do wielkiej epiki, co wyczuwa się w patosie, jak też w wątku romansowym.
Wolałbym czytać coś bardziej siermiężnego, ale opracowanego naukowo, skoncentrowanego na kwestii winy i kary. Bo Greene stawia pytania, które już postawiono. Jak karać? Gdzie kończy się sprawiedliwość a zaczyna odwet? Jaki wpływ posiada polityka?
Z pewnością czytelnik zaczyna się zastanawiać nad niemiecką winą i nawet burzy go fakt, że rozliczenia zbrodni poświęcono na ołtarzu zimnowojennej rywalizacji (a cóż za zdanie stworzył autor bloga!). Ale czy nie warto byłoby napisać na ten temat dobrą i rzeczową książkę historyczną a nie na ni to reportaż, ni biografię?
Całe szczęście, że z przeceny.
Muszę odpocząć.
