Sylvie Courtine-Denamy, Trzy kobiety w dobie ciemności, Świat Książki 2012

Zamysł autorki bardzo doceniam: pokazać trzy równoległe życiorysy w nieludzkiej epoce. Przez te życiorysy opowiedzieć o ówczesnym myśleniu, mentalité. Niestety pisanie szwankuje (nie wiem zresztą co bardziej szwankuje: pisanie czy tłumaczenie). Są momenty, gdy nie wiadomo o kim mowa (ach te francuskie zaimki!) a czasem narracja stwarza z trzech osób jakąś hybrydę.

Ciężko szło, choć i tydzień szczególny. Rocznica powstania (dobrałem nieco lekturę) a autor bloga w łóżku nos wyciera.

Portret się nie udał. Dopiero epilog czyta się bardzo dobrze a wcześniej jedynie nieliczne lepsze fragmenty. Simone Weil nie znałem. Miłosz się nią zachwycał. Po lekturze pozostaje niezrozumiała: wydaje się naiwną rewolucjonistką. Hannah Arendt jest charakteryzowana najpełniej, zapewne dlatego, że autorka specjalizuje się w jej filozofii, natomiast Edyta Stein ma wyraźnie pecha. Książka praktycznie ją pomija, w epilogu nie występuje (a przecież jej pisma, to nawet ja wiem, są warte refleksji).

O ile portret bohaterek nie zachwyca, o tyle świetnie odmalowana zostaje Francja i Europa. Zawstydzający obraz państw, społeczeństw i instytucji. Brak szacunku dla ludzi, jakiś podły antysemityzm i Kościół uwikłany we władzę. Może w tym tkwi przyczyna jego kryzysu? Może w tym braku protestu po „Nocy Kryształowej”?

Niesamowita jest zmiana w sposobie myślenia, która zaszła przez te osiemdziesiąt lat. Tamta Francja wydaje się czymś odległym o wieki. (Po raz kolejny lektura o Francji i po raz kolejny poczucie, że tak niewiele wiem i wykorzystuję stereotypy).

Żyjemy w szczęśliwszych czasach (tylko trzeba dbać by nie uczynić ich nieszczęśliwymi – wniosek może i banalny, ale dobrze oddaje mentalité autora bloga).

Dodaj komentarz