„Koza, albo kim jest Sylwia?”, Teatr Polonia

 

(Spostrzeżenie S.: elegancję w teatrze kobiety udają poprzez założenie apaszki. Policzyliśmy: na widowni co najmniej 41 apaszek.)

Nie wiem co napisać. Śmiertelnie poważnie była grana ta sztuka. Maria Seweryn na scenie tłukła szklanki i lamentowała, ryczała wprost, jakby nie wiedziała, czy ma pochować brata. A to farsa przecież była. Zrobienie z prostej historii (uwaga! zdradzam fabułę!) o mężu, który odkrył w sobie pociąg do zwierząt, greckiej tragedii to trochę za dużo. Być może jednak w czasach, w których wszystko wolno, Sylwia zastąpi Antygonę?

Zresztą Piotr Machalica (czyli ów mąż) też nie za bardzo mi się spodobał: jakiś nieprzekonujący był i za cicho mówił. Za to dwie pozostałe role wyborne: Bartłomiej Topa jako przyjaciel rodziny jest świetny a Radosław Jamroż niesamowicie gra infantylnego synka – geja ze skłonnościami do bycia emo (jego nienaturalność w zachowaniach najbardziej odpowiada klimatowi fabuły).

Reżyserkami „Kozy…” jest czołowy związek partnerski polskiego showbiznesu (czyli córka Holland z partnerką), więc z ciekawością obserwowałem, co mają do powiedzenia o życiu seksualnym w czasach współczesych.

Po pierwsze, robienie z „Kozy…” sztuki poważnej już coś mówi. Przed jakimi dylematami stoją dziś spadkobiercy gotyku i renesansu? Gdy przekroczono wszelkie granice, aktualną granicą stała się zoofilia (jak śmiertelnie poważnie oświadcza Sewerynówna: to jest nienaturalne!).

Po drugie, w sztuce następuje zaprzeczenie podstawowego dogmatu poprawności politycznej, tego mówiącego o wrodzonej naturze homoseksualizmu. Billy okazuje się być gejem, bo tatuś nie przytulał go w dzieciństwie. Tylko tyle. (Zresztą Billy jest uosobieniem geja, z którego naśmiewają się w dowcipach homofobi).

Po trzecie, ta myśl mnie niepokoi. Może celem sztuki jest coś innego? Oswojenie z innością? Powoli, powolutku, mamy zacząć dostrzegać, że z kozą to nic takiego, że to po prostu inna, międzygatunkowa orientacja? Nie jakiś wybryk, ale po prostu uwarunkowany genetycznie sposób zachowań seksualnych. I za dwadzieścia lat będziemy mieli już przesyt sztuk i filmów o nieszczęśliwych i szczęśliwych związkach ludzi z innymi ssakami, a może nawet ptakami lub rybami?

Najbardziej odkrywcza w całej sztuce okazała się Carla Bruni śpiewająca na początku i na końcu ładny song.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s