Dziennik (05/02/13)

Zmięty mężczyzna wybiegł ze sto siedemdziesiąt osiem,
wybiegł i przeciągnął się na przystanku.

Akurat zabierali bombki, cukierki, światełka, cudeńka te,
wszystko to, co z Wa. czyniło miasto z niemieckiego folderu:
ciepluteńkie, słodziuteńkie, aniołkowate. Teraz na powrót
na mrozie była Wa. zimną suką, tym, czym była naprawdę.

Na nieziemskość jej rzęs zareagowali menele:
gdy tylko wstała do wyjścia, poczęli się oblizywać.
Nawet nie spojrzała, drzwi otworzyły się i wyszła.
Na przystanku przeciągał się zmięty mężczyzna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s