Lu. fascynujący

W wieku dziewięciu lat napisałem pierwszą książkę naukową. Dotyczyła historii Czechowa, czyli dzielnicy Lu., w której mieszkałem i składała się w dużej mierze z przepisanych stronic innych książek. Lu. zawsze mnie fascynował: tajemnicą, co tu było przedtem? Skąd się wzięła stara studnia pod blokiem? Dlaczego jabłonie rosną przy przystanku? Dokąd prowadzi ten bruk, skoro nigdzie nie prowadzi?

Potem zająłem się studiowaniem map. Pilnie porównywałem (zanim stało się to modne!) przebiegi linii autobusowych i trolejbusowych. Ulice, które znałem, biegły inaczej, urywały się gdzie indziej, prowadziły tam, gdzie nie powinny. (Miasto jako palindrom – uczyłem się na piątym roku etnologii).

(Ach, Lu.! Mógłbym pisać i pisać. Geografia obiektywna splata się z geografią osobistą.)

Teraz już wiem, że to wszystko nie jest takie oczywiste. Dziewiętnaście lat zamieszkiwałem na Płaskowyżu Nałęczowskim, gdzie „w spągu pokrywy lessowej występują utwory lodowcowe i wodnolodowcowe (…) spoczywające na gezach paleocenu”. Książka Dagmary Kociuby o Lu. i jego „rozwoju przestrzennym i funkcjonalnym od średniowiecza do współczesności” wnosi nową perspektywę. Jest pracą kompleksową (ze starannymi mapkami) pokazującą jak historia splata się z geografią. Prawdziwa skarbnica wiedzy o mieście, fascynująca podróż w głąb lessów. I ile odkryć!

„Nad Lu. występuje jedna z najniższych w skali kraju wartość zachmurzenia” a „pod względem usłonecznienia Lu. należy do najbardziej uprzywilejowanych miast w kraju”. Dlaczego ludzie tam są tacy smutni?

Dodaj komentarz