(Na początku festiwalowych filmów jest głos. Głos mówi tak, jakby recytował zadania na części do słuchania egzaminu first certificate: Put it in the box.)
„Skradzione dzieciństwo” jest dobrym tytułem, lepszym od wersji angielskiej („The Foster Boy”), choć tytuł oryginalny, to jest „Der Verdingbub” – „Rzeź” najlepiej oddaje klimat filmu.
Reklamowany jako najlepszy w mijającym pięcioleciu film szwajcarski. Cóż, porównanie mamy niewielkie a kino szwajcarskie wydaje się nam dosyć egzotyczne. Niemniej film był naprawdę bardzo dobry. W nastroju przypominał „Białą wstążkę”, ale był od niej – w moim osobistym odczuciu – lepszy, bardziej chłodny i zdystansowany. Budował jakąś niewidzialną granicę między widzem a aktorem: nie epatował. Prawdziwa w tym sztuka.
Dobrotliwa chrześcijańska rodzina: paciorek przed jedzeniem. I ta koszmarna obłuda. Ten pastor handlujący niewolnikami, ta matka z flaszką trucizny. Odtrutka na chłopomanię, która gdzieś się w etnografach gnieździ. Brutalność wsi. Zamiatanie pod dywan.
Górska wieś w Szwajcarii to obrazek z powieści Johanny Spyri. „Rzeź” odwraca ten sielankowy porządek. Udało się jej autorom stworzyć Anty-Heidi.
słowa klucze: królik, olej rycynowy, akordeon, Argentyna
(5,0/5,0)

1 Comment