Siedzieliśmy w kawiarni z widokiem na szarą blachę falistą
i martwego gołębia.
Kawy dawno nie było. Fusów też nie, żeby widzieć przyszłość.
Promienie słońca, daję głowę, były już jesienne.
Ale może to wieczór, nie jesień.
Dostałem esemesa, że kocha i pragnie poznać –
mój operator: wyślij tylko za złoty dwadzieścia trzy
a ja już myślałem, że Pana Boga złapałem za nogi.
(To było kilka lat temu, pomyślałem.)
