Keret nie postarzał się, ale posmutniał (może to na jedno wychodzi?) Zawsze była w jego opowiadaniach melancholia i absurd, ale przedtem bardziej dostrzegałem absurd. Dzisiaj – siedzę sobie na korytarzu „Arkadii” po deserze truskawkowym – dostrzegam melancholię. Może to ja się postarzałem albo posmutniałem.
Keret: wciąż rozwody, zdrady, onanizm i samotność w Tel Awiwie. (Pozornie. Chichotałem jednak w autobusie z Lu. na plac Wilsona.)
