Havel na Nowy Rok

(Bywają książki, które powodują, że masz ochotę zamknąć się w pokoju i czytać. W sylwestrowe popołudnie wymknąłem się tak pod pozorem drzemki i zanurzyłem się w Havlovych esejach. Lektura wciąż nieskończona, ale myśli tyle, że muszę coś napisać.)

Był Vaclav Havel teologiem w praktyce. Jasności wywodu i wagi poruszanych problemów mogliby się od niego uczyć biskupi. Jego eseje z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nie postarzały się. Przeciwnie, jego diagnoza o odejściu od prawdy i odpowiedzialności na rzecz masy i obojętności, w świecie wytwarzanym przez tabloidy, telewizje i reklamodawców wydaje się całkowicie trafna. Coraz mniej używamy sumienia, coraz rzadziej odwołujemy się do transcendencji, coraz mniej nas obchodzi człowiek jako osoba. Czytając przypomniałem sobie „Czeski sen”, tę bezmyślną pogoń za „mieć”.

Nie był Havel filozofem ciasno tkwiącym nad Wełtawą. Nawet z perspektywy socjalistycznej klatki w wielkim bloku, patrzył na świat i dostrzegał, czego nie dostrzegali inni zachłystujący się Zachodem. Dostrzegał, krajobraz bez Boga, krajobraz, w którym człowiek stawia siebie sobie jako najwyższą instancję. Bez względu na to, czy czyni to w imię ideologii, czy rozumu.

Więcej, potrafił Havel krytykować Czechów i Słowaków, nie był pozbawiony cienia autoironii (której brak przedstawia jako jedną z cech nienawistników). Nie pisał dla pokrzepienia serc tak jak się nad Wisłą zdarzało.

Niezwykle interesująca i twórcza jest myśl o nauce i możliwości rozumowego dotarcia do prawdy. Havel zauważa (to ten świeży powiew w moich neuronach), że kwestionuje się Boga jako wytwór umysłu, a nie kwestionuje się rozumowego poznania, które jest takim samym wytworem. Może kartezjański złośliwiec kryje się w obiektywnych i naukowych prawdach (o których wiemy jedynie za pośrednictwem naszych omylnych zmysłów).

Gdyby czytać Havla wcześniej, można byłoby przewidzieć kryzys finansowy, wynikający nie z jakichś ekonomicznych prawideł, ale z oderwania systemu od życia w prawdzie, od odpowiedzialności, od moralności. To samo właściwie można powiedzieć np. o kryzysie sztuki, która każe cieszyć oczy krucyfiksem w moczu.

(c.d.n.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s