Pępek

Wydaje mi się, że kiedyś radość była zjawiskiem mniej złożonym.

Z Bożych Narodzeń mojego dzieciństwa najbardziej utkwiło mi to, podczas którego dostałem drewniane pudełko drewnianych lakierowanych klocków made in USSR. Pokój mojej Babci, ten, w którym jednym okiem można było w wakacje oglądać 997 a rano wpadało tam przez zasłony słońce, gdy Babcia właśnie froterowała podłogę, i do którego drzwi wieczorem zwykle zamykały się (wtedy występowała na ich chropowatej szybie szklana pogoda) był przyciemniony. Stałem w oknie, wyglądając nad wierzbą płaczącą i sąsiednim blokiem nr 4, pierwszej gwiazdki. W bloku nr 4 sąsiedzi też stali w oknach i wyglądali pierwszej gwiazdki albo szykowali w kuchniach dwanaście dań. Babcia wyliczała: tam mieszka P., tam K. (tutaj inaczej niż w Lu. częściej używano nazwisk niż imion.) Na Ostrowieckiej zwykle zapalały się już pomarańczowe latarnie, gdy pojawiała się ledwie, ledwie gwiazdka. Najpierw Ewangelia z nieudanego tłumaczenia ks. Kowalskiego w czerwonej okładce (ilekroć ją widzę, zawsze przypominam sobie święta). Potem barszcz z uszkami, karp, grzyby, kompot, prezenty. Tego Bożego Narodzenia dostałem klocki. A ten pokój to był centrum świata, tak sobie myślę, że omfalos. Smak potraw całkiem udanie potrafię odtworzyć, natomiast zupełnie nie umiem sobie wyobrazić tej radości.

(Dziwne, łatwiej mi uzyskać stan do niej zbliżony z obcymi ludźmi, niż we własnym Lu.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s