Studio festiwalowe drugie. 23 października

Motto: Dobrze, że nic nie jadłam przed kinem
(A. o 23.48 na ulicy Długiej)

Dotychczasowe filmy z festiwalu można by zaliczyć do kategorii (wiem, że to nie są kategorie z tej dziedziny sztuki filmowej, ale tutaj pasują jak ulał) softcore, tymczasem „Cold Fish” był filmem hardkorowym.

Sprzedawca ryb akwariowych, kolejny przypadek dojmującego assholizmu, i jego sklep (do dzisiaj jedynym filmem akwariowym była dla mnie „Sara” zrealizowana, by ukazać wdzięki jednej z polskich aktorek). Wpada ów sprzedawca jak Józef K. w absurdalny zamknięty krąg, w którym każdy ruch może go doprowadzić do śmierci. Klimat się robi jak w „Twin Peaks”, w ścieżce dźwiękowej miarowe uderzenia perkusji (?). Wreszcie następuje wyzwolenie: przestaje być miętki, staje się twardy. Cóż, że w ostatniej dobie swego życia. Po drodze krew się będzie lała obficie, litrami albo i więcej, „Pulp Fiction” przy tym to dobranocka (tu obowiązują noże nie pistolety.)

Całość pachnie pastiszem. Postaci, sceny, fabuła – wszystko jest przerysowane, wyolbrzymione.

Czy główny zły (?) bohater nie ma w sobie czegoś diabelskiego? Jego chichot, jego siła wyrazu jakaś nie z tego świata.

(2,5/3,5)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s