Całe Niemcy czytają dzieciom

Baśnie braci Grimm. Scenarzysta „Piły” mógłby im pozazdrościć repertuaru kaźni i okrucieństw: miażdżenia, ucinania, palenia, wydłubywania albo chociaż topienia w beczce nabitej od wewnątrz gwoździami.

Nie sposób nie zapytać o to skąd zło. Czy czytanie ich dzieciom chroni je czy też znieczula? Ich klimat nieuchronnie kojarzy się przecież z „Białą wstążką”.

Pytanie, które zawsze mnie nurtowało. Czy z innymi baśniami stałoby się w Europie to, co się stało w dwudziestym wieku? Czy źródeł okrucieństw wojny nie należy szukać w baśniach czytanych w dzieciństwie w małych niemieckich miasteczkach?

Najbardziej poruszyła mnie baśń banalna. Jest taka, nieznana mi do tej pory, o spółce kota i myszy. Kot, jak wiadomo, jest sprytny i samolubny, wyjada smalec, który razem przechowywali na zimę. Gdy mysz się dowiaduje, czeka ją przewidywalny koniec: Gdy tylko to powiedziała, kot jednym susem dopadł ją, chwycił i pożarł. Jest jeszcze ostatnie zdanie, jeszcze nie do końca baśń wyjaśniła naturę rzeczywistości, a gdy to robi, pozostaje ci rozpacz: Widzisz, tak to już jest na świecie. My myszy w krainie kotów.

(W dzień czytam „Kalinę”, do snu braci Grimm. Wydanie jest piękne i oczarowuje.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s